wszystko działo się właśnie tu.
niecierpliwe czekanie na rozpoczęcie...
dusza całego przedsięwzięcia [nie mam na myśli zegarów:)]
a ja z kim gram?
i wszystko się wreszcie zaczęło...
wszystkie litery są.
myślało się...
układano...
kibicowano...
głowiono się nad siódemkami...
uprawiano woreczkowe czary...
robiono miny...
obgryzano narzędzia piśmiennicze...
tłoczono się, aby zobaczyć wyniki...
a w młodych spoczywała nadzieja narodu:)
w podejrzeniu nierównej walki...
w sukurs pośpieszyło trzech pomocnych, niezwykle stronniczych wujków:)
a w przerwach: czytano książki....
czytano książki jedząc zakładkę...
inni pożywiali się czymś bardziej konkretnym... [tak a propos, myślę, że Da Grasso zbiło wtedy na nas małą fortunkę:)]
dopalano się burnem z lodem...
robiono sobie fotki z rywalami...
a siłą burna pomagała pokonać nawet najlepszych:)
prymitywny kermit:)
bajka na dobranoc...
'jak to? zasnęła aż na 100 lat?';)
fotogeniczni zaprzeczali swej fotogeniczności...
pito, co popadło...
niektórzy np. 5 redbulli:)
patrzono się na siebie z niedowierzaniem...
relacjonowano...
sprawdzano kalkulacje...
relaksowano się...
...w ten czy inny sposób...
można było obejrzeć choinkę w holu...
albo rybki...
wychodziło się zaczerpnąć świeżego powietrza...
snuto marzenia o pucharze...
albo po prostu nie robiono nic.
i tak powoli, bardzo powoli, mijał czas. Lwia część graczy dotrwała jednak do końca.
inwentaryzacja.
Mistrz daje łyczka ze swgo pucharu najbardziej zasłużonemu uczestnikowi:)
I - co wzbudza ogólny podziw - zrzeka się szarmancko nagrody losowej:)