Wystartowaliśmy z ulicy Garbary. Asfalt, beton, PozBruk - to lubimy! :)
O, tu trzeba uważać - skrzyżowanie duże i ruchliwe. Majka czeka na światła.
No to zasuwamy na Rynek. Majka w typowej pakerskiej pozie :).
Ulice Poznania. Masakra ale jakaś taka fajna.
Majce wyjście do cywilizacji chyba się podobało.
Przykościelna Księgarnia Wieża - słowo Strażnica chyba u katlików nie jest zbyt popularne :).
"Cześć laleczko na plakacie".
"Gdzie by tu pójść popogować?" :)
Na Starym Rynku Majka uruchomiła program "oglądanie fontann non stop".
Majka, fontanna i Ratusz poznański. Czyżby przepowiednia politycznej kariery? :)
"O, tatek, tam coś dają!". Dawali tam flagi za podpisy na wielkiej fladze dla naszej reprezentacji. Majka złożyła zamaszyste "X" w ramach podpisu. No to teraz nasi mają przerąbane!
O, tu się składało podpisy i odbierało flagi.
Tę małą cholerę kolorki ciągną straszliwie. Byle się kręciło i było kolorowe - zaraz zacznie krążyć wokół jak ćma. Moje solenne zapewnienie da Majka, że nie dam zdziercom ani grosza, ucięło potencjalne języki w temacie kupienia wiatraczka czy innego balonika.
W pewnym momencie zaatakowali nas ułani.
Majka ocenia odległość i ewentualne zagrożenie ze strony ułanów. Przeżyli tylko dzięki temu, że się szybko oddalili :).
Ujęcie Majki od spodu. Ciągle czujnie rozglądała się za ułanami.
A ci kolesie chyba nas śledzili - kolejna próba ataku na da Majka. Z olewczej postawy sami pewnie wywnioskujecie, że da Majek się nie uląkł i odparł zmasowany atak.
Widzieliśmy tam sporo wody na owym Rynku. Lato się zbliża, nie ma przeproś.
Fajna ta fontanna z Neptunem. Podoba mi się bardzo.
I kolejne spotkanie z ułanami. Utwierdziliśmy się w przekonaniu, że sukinkoty nas śledzą.
Idąc w stronę Placu Wolności Majka postanowiła dystans ten... przepłynąć :). Rachityczna żabka w wykonaniu da Majka.
A nie, wcześniej był kraul. Żabka jest teraz :).
W końcu jednak Majka postanowiła zamiast pływania iść jak paniusia. Ładnie :).
Dotarliśmy do Placu Wolności. A tam plenerowe wystawy rzeźb dziwnych i dziwacznych. Okazaliśmy się za prości na Sztukę. Niewiele z tego skumałem. Majka zdaje się jeszcze mniej.
Ale to było fajne - ogromny kamol, który był tak wyważony sprytnie, że bez problemów mogły nim kręcić dzieciaki. Kupa frajdy kręcić takim kamolem :).
Majka vs bestia.
Majka vs drewniane niewiadomoco.
Majka vs the Wings. Skrzydła przegrały - Majka postanowiła je dotknąć i cała instalacja się rozpadła. Zwiewaliśmy, że trudno szybciej :).
Majka vs kolunio na łbie. Współczesna sztuka jest dziwna...
Sztuka upadła i się połamała.
A to jest kurna mroczne i przejmujące! Ciekawa i poruszająca instalacja, w cholerę obrazoburcza.
Ciąg dalszy obrazoburczej prezentacji.
A to było arcyzabawne :). W pewnym momencie na placu jakaś grupa młodych chłopaków odpaliła magnetofon i zaczęli skakać w układzie do muzyki. Jak zobaczyli to przełażący tamtędy ludzie z aparatami, zaraz zaczęło się strzelanie fotek. Masowe! Kilku wygłupiających się kolesi i banda fotografujących to ludzi. Rozbawiło mnie to do łez :).
O, tak sobie podskakiwali ci chłopcy.
A tłum fotografujących rósł i rósł. To się nadaje na pracę naukową z zakresu psychologii :).
Majka vs żuberek. Fajne są te żuberki, miasto nabrało niespodziewanego kolorytu dzięki tym reklamówkom. Reklama jak widać może też i czemuś służyć. A tak swoją drogą - położenie trawy przed Empikiem to fenomenalny pomysł.
Majka vs żuberek.
Żuberek himself.
Czas na odpoczynek. Strasznie się ta nasza mała męczy a wszelkie próby wzmocnienia kończą się chorobami :/. Do dupy taki układ jest.
Czas na lunch!
Umęczona Majka koło jakichś chaszczy pełnych kwiatków.
"Tato, spaaaać!"
"A kicham na ciebie tatek!"
Park za Centrum Kultury Zamek. Tam jest po prostu rewelacyjnie.
I jeszcze jeden rzut oka na park przyzamkowy. Rewelacja!
Heroiczny pomnik. Szczerze mówiąc jestem pełen szacunku dla twórcy za zrobienie makabry w sposób przysiadalny. Majka czuła dreszcze patrząc się na ten pomnik. Ja też.
"Tatek, ja już nie mogę, odpocznijmy!". No to Majka w wypoczywającej pozie na tle Zamku.
To miejsce jest naprawdę świetne - zadbane, czyste, takie cholernie niepolskie bo utrzymane jak trzeba. Brawo Poznań!
O, przy okazji łażenia za Zamkiem wpadliśmy i na koncertowy plac. Majka obejrzała jak się scenę pod występy przygotowuje i jak wygląda konsoleta reżyserska. Ilość pokręteł i suwaków zafascynowała małą.
No i dotarliśmy do największej fontanny. Nagle Majka odzyskała siły i wigor :).
Ta kaczka to był HIT! Ot takie małe gówno, które się wcale ludzi nie bało i podpływało żebrząc o żarcie. Dzieciaki miały radochy co niemiara a Majka była wniebowzięta. Oj, jeden z następnych wypadów to wyjazd do zoo. Koniecznie!
Poznańska fontanna w pełnej krasie.
Nie ma to jak pochlupać nieco w wodzie i zlać starego z góry na dół :).
Wyluzowanej kaczki ciąg dalszy!
Powrót do domu w stanie kompletnego wyczerpania. Jak się później okazało - spowodowanego wirusem. Tego samego dnia Majka dostała gorączki i zachorowała na całego. Tym sposobem wszelkie moje z dzieckiem przyszłe wyjścia stoją pod znakiem zapytania. Mam bowiem dość bycia powodem ciągłych chorób młodej i strajkuję.