"Halo! To ja, Maja!"
"To ciągle ja, Maja. Stary mi jakieś głupie fotki strzela w trakcie łażenia - dziwny ten mój stary jakiś..."
Ujęcie boczne da Majka. Paker z niej w tej kurtce niezły :).
Szliśmy naprawdę długo i naprawdę daleko.
Pierwszy nasz cel: lodowisko!
Majka czegoś wykrzywiona przy tym lodowisku. Chyba marudziła, że nie da rady się nauczyć jeździć na łyżwach.
Oj, ta fotka mi się podoba. Majek rzuca okiem na lodowisko. Chyba jej się tam podoba.
Kurczę, jeśli w przyszłym tygodniu będzie to działało, to nie ma bata - jedziemy na łyżwy!
"Ojciec! Spadamy stąd!"
Maltańskie bloki startowe dla kajakarzy. A tak właściwie to oznaczenia torów. Straszliwie to wszystko jest zdemolowane :/
"A droga wiedzie w przód i w przód"...
Po drodze mijaliśmy różne dziwne budowle. Ot robi się coraz bardziej industrialnie nad Maltą. Znak widać czasów.
Majka i jej trzcinka. Targała ten badziew do samego prawie końca naszej wyprawy.
Trzcinką można kręcić na wszystkie strony. A przypadkowi przechodnie niech lepiej ćwiczą refleks, jeśli nie chcą po pysku z trzcinki dostać :).
Trzcinka ma wiele potencjalnych zastosowań. Ot może i robić za kijek do balansowania środkiem ciężkości ciała. Ponoć :).
Cel osiągnięty! Przed nami stok narciarski!
Pociesza mnie, że nie tylko a tęsknię za śniegiem. Strasznie go brakuje :/.
Nieszczególnie to niestety wygląda. Nieco lepiej jest na dole, gdzie życie tętni, kiełbaski się pieką a pieniądze brzęczą. Tak czy inaczej - żal, że zimy prawdziwej nie ma :/.
Majce niezbyt się narty spodobały. Stwierdziła, że woli łyżwy. Zobaczymy.
Czas na powrót. W tle hotel, do którego nas ciągnęła perspektywa ciepłej czekolady i czegoś na ząb. A później autobus i powrót do domku. Ot i koniec spacerów.