Wycieczkę rozpocznę od Zabobrza - wielkiej sypialni Jeleniej Góry, która z każdym rokiem staje się brzydsza za sprawą coraz to nowszych blaszaków z Biedronkami i innym badziewiem.
Zaraz na przeciw Biedronki znajduje się permanentny obraz nędzy i rozpaczy.
Obrzydliwe, pamiętające chyba zeszłą epokę budy kryte papą, obłażące farbą...
To miała być chluba Zabobrza - szkoła na miarę XXI-go wieku, z basenem i lądowiskiem dla helikopterów na dachu. Wyszło jak zwykle: graffiti, sypiące się ściany, odpadające tynki...
Zabobrzańska chluba pełna smutku i nostalgii. Plus mała reklamówka jakiejś jeleniogórskiej strony :)
Zaraz obok szkoły znajduje się kolejny zestaw kompletnie nie pasujących do reszty osiedla domków ze sklepami i lokalami usługowymi. Wygląda to obskurnie, smutno i z innej zupełnie bajki.
Ptaki, Psychoza...
Chyba każde polskie osiedle z wielkiej płyty ma swój Blaszak. W naszym mieści się Dom Kultury i sklepy.
Przedszkole z dziecięcego socrealistycznego koszmaru - tu obłazi wszystko, z nadzieją i radością na czele.
Płyta, beton, brzydota...
Szkoła Podstawowa nr 4. Współczuję każdemu tam chodzącemu. Największa swego czasu szkoła na Zabobrzu. Przemiał jak w dobrym kombinacie - na trzy zmiany. Potworność.
Miejsce zwane "pod schodkami".
Nad schodkami skrawki życia w betonowej architekturze: gniazda jaskółek.
Nasza zabobrzańska poczta. Więcej nie warto pisać.
Z Zabobrza kieruję się do centrum Jeleniej Góry. Po drodze mijam jakieś boczne uliczki. Zastanawiające - od lat tamtędy chodzę a NIGDY w tę uliczkę nie wlazłem.
Zanim dojdę do centrum, minąć muszę i takie zapyziałe widoki. To miasto wymaga zburzenia i odbudowania na nowo... Za każdym razem, kiedy widzę coś takiego dopada mnie taka sama myśl.
Przekraczam Bóbr.
Są miejsca, na które patrzeć nawet nie warto.
W drodze do centrum miasta...
Jesteśmy już bardzo blisko centrum. A im bliżej, tym bardziej to miasto się sypie...
Idąc od strony Zabobrza w kierunku centrum miasta, nie można nie przejść przez park otaczający Kościół Garnizonowy. Tym bardziej, że otoczony jest nekropolią przecudnej wręcz urody i klimatu.
Piękne, smutne, inspirujące, poruszające...
Ten naród nie byłby sobą, gdyby zostawił coś w spokoju.
Przepiękne...
Mógłbym w tym parku siedzieć godzinami. Przecudnej urody i nostalgii miejsce. Jeśli będziesz kiedyś, o czytający te słowa, w Jeleniej Górze - idź tam koniecznie!
Ciarki po plecach przechodzą... To miasto musiało być kiedyś (przed wojną zapewne) naprawdę piękne.
Zbliżenie na element grobowca. Wyobrażenie śmierci nie zmienia się jak widać od lat. Przecudna sprawa...
Tu przesiaduję czasem, gdy mnie rzeczywistość zmęczy.
Fragment Kościoła Garnizonowego.
I jeszcze jeden grobowiec. Jakąś obsesję mieli na punkcie tych czaszek, czy co?
Główna ulica starówki jeleniogórskiej. To wzdłuż tej ulicy biegnie trakt wydawania pieniędzy i to tutaj koncentruje się życie miasta. Dosłownie kilka metrów za odnowionymi fasadami zieje brzydotą i rozkładem okropnym.
Główna ulica starówki jeleniogórskiej.
Jedna z licznych uliczek odchodzących od tej głównej starówkowej. Czasy się zmieniają... Swego czasu był tu niezły punkt zaopatrzenia we wszelkie możliwe prochy. Dziś - gabinet stomatologiczny. I niech już tak pozostanie bo prochy to paskudna sprawa. Tu możecie zobaczyć to, o czym wspominałem - kilka metrów raptem a zupełnie inna rzeczywistość.
W Jeleniej Górze niczego nie brakuje - wąskich przejść także.
Kino "Marysieńka" - jedyne znane mi miejsce publiczne, po przebywaniu w którym cuchnęło się stęchlizną. Jakiś czas temu miejsce podniosło się, odnowiło, odrestaurowało. Zdaje się, że operację czas powtórzyć.
Zaraz obok kina i chluby Jeleniej Góry, czyli jej starówki: obrzydliwa i łuszcząca się buda. No żesz kurwa mać, można sobie do jasnej cholery chociaż swój parszywy sklep od czasu do czasu pomalować! Co za mentalność małomiasteczkowa...
Jeszcze jeden rzut oka na "salon"... Jeeezuuuu, niech ktoś właścicielowi ryja obiję, bo ja oszczędzał nie będę i skończy się czymś strasznym.
Kilka metrów obok najpiękniejszej ulicy Jeleniej Góry widnieje coś takiego. Kiedyś było tu niezbyt piękne ale tętniące życiem targowisko, na które zjeżdżali nawet Niemcy by jakąś starzyznę kupić. Nie było pięknie ale przynajmniej coś tu żyło. Dziś ostało się tylko "niezbyt pięknie". Szczerze mówiąc, gdy to zobaczyłem zachciało mi się wyć :/
Święto zmarłych = biznes.
Budka telefoniczna zaraz pod koło budynku telekomunikacji.
Budynek poczty. Surowy, ciężki ale trafiający do wyobraźni.
Zniszczone, nieremontowane, niszczejące ale wciąż zachowujące mnóstwo wdzięku kamienice - tak wygląda dzisiejsza Jelenia Góra.
W kierunku Rynku.
W Jeleniej Górze sporo jest urokliwych (acz strasznie zaniedbanych) zaułków, podwórek, miejsc ukrytych, uliczek... Tu taka właśnie uliczka.
Wystarczy, by komuś się zachciało i szyldy sklepowe mogą zupełnie odmienić wygląd ulicy. Moim skromnym - świetna robota i pomysł.
Dlaczego cale miasto nie może tak wyglądać?
Uliczny handel i uliczny oczopląs z Jezusem i Janem Pawłem w roli głównej.
Dalej w stronę Rynku.
Z tymi figurkami związana jest cała historia, której teraz zapomniałem. tak czy inaczej - urokliwe.
Stawiam piwo każdemu, kto znajdzie w jakimś niemieckim miasteczku w stylu Jeleniej Góry taki kociokwik w turystycznym centrum. Nie mam pojęcia jakim cudem nie zmuszono jeszcze tych wszystkich handlarzy do pościągania swoich gówien ze ścian. Żenujący wykwit postsocjalizmu - nabździać bez gustu, byle więcej i bardziej krzykliwie.
Wchodzimy na Rynek. Rzut oka na rynkowe kamieniczki na tle fantastycznego nieba, które przecudnie się zachmurzyło ołowianą barwą. To najpiękniejsze miejsca w Jeleniej Górze i najbardziej zadbane. Kilka lat rządów i pieniędzy od Niemców i nie poznalibyśmy tego miasta - to byłaby turystyczna perła śliczna w każdym calu. No cóż, nie jesteśmy Niemcami. Czasem tego żałuję patrząc i porównując to, co mamy z tym, co moglibyśmy mieć.
Rzut oka spod arkad otaczających cały rynek. Budynek na przeciw to jeleniogórski Ratusz.
Ratusz w całej swej okazałości. Piękna budowla, cudne miejsce, fatalnie zaniedbane... Dlaczego wrzesień jeleniogórski i związany z nim najazd teatrów ulicznych nie są już wydarzeniem w kraju? Kto pokpił sprawę?
I jeszcze nieco kamieniczek.
Tak, o niektóre budynki (te widoczne z gabinetu prezydenta miasta, czy jak się tam zwie Jelenią rządzący?) dba się bardzo. Eeeech, gdyby tak dbano o całe miasto - nie wiedzielibyśmy co z tymi turystami robić.
Jedno z wejść do Ratusza. Przeurocze.
Wejście w całej swej okazałości. Ujmujące.
Jeleniogórski Rynek.
Ratusz. I jakieś bluzgi w łacinie :)
Ma Poznań swoje fontanny z Neptunami i syrenami? Mamy i my! Nieco szczuplejszy ten nasz Neptun. To pewnie od łażenia po górach :)
Pocztówkowy Ratusz.
Żeby nie było - rdza sięga głęboko i zżera nawet budynki na Rynku. Dlaczego nie dba się o to?
Straż pożarna. Tu chyba wszystko, włącznie z samochodami, jest jakby z nieco innej epoki.
To miasto to ruina sklejana jakimiś sposobami. Jakże typowe: tragicznie zaniedbana śliczna kamienica i zaraz obok jakiś wykwit peerelowskiego handlu w budzie. Makabra.
Zmiana miejsca. Po obejściu jeleniej Góry ruszyłem do Cieplic i na osiedle, które zwie się Orle i na którym kiedyś mieszkaliśmy. Dawne dzieje ale do dziś darzę to miejsce ogromnym sentymentem i ilekroć tam jestem, rozklejam się na amen.
Widzicie ten balkonik z jakąś wiszącą zeń szmatą? Tam kiedyś pomieszkiwał papa CoSTa :)
Z naszych podwórek i miejsc zabaw niewiele zostało choć i nie zmieniło się aż tak wiele przez te zdrowo ponad dwadzieścia lat (o matko, ależ ten czas leci). Jedno nie zmieniło się na pewno - linia kolejowa biegnąca zaraz koło osiedla. Tędy właśnie śmiga się koleją do Szklarskiej Poręby. Ile kamieni na tych torach podłożyłem i ileż ich jadące pociągi rozwaliły w pył...
Kiedyś tego peronu i stacji nie było. Pojawiło się toto już po naszej wyprowadzce z Orlego. Tak czy inaczej - podoba mi się, ma klimacik swój specyficzny :)
Szkoła Podstawowa nr 6. Jedna z tysiąca szkół na tysiąclecie. Brzydka, niefunkcjonalna, zbudowana bez głowy i niechlujnie. Do dziś ją pamiętam i wspominam bardzo miło.
A to już ulica Cieplicka, czyli ulica, która łączy Cieplice z resztą świata. Problem w tym, że całe Cieplice, prócz oczywiście kompleksu wypoczynkowego, są skandalicznie wprost zaniedbane. Ten domek miał być wyburzony, kiedy chadzałem do szkoły podstawowej. Jak widzę nic się nie zmieniło prócz jeszcze większego zarośnięcia i coraz większej ruiny. Ponad dwadzieścia lat to coś niszczeje. I cała okolica wraz z tym czymś.
Nawiedzony domek, który odwiedzaliśmy po szkole, schodząc do jego piwnic. Że głupie? No ba! Ale za to ile emocji! To były całe wyprawy ze świecami, zapałkami i takimi tam... Nawiedzone miejsce, mówię Wam.
Przepiękne :). A tak w ogóle to napis jest na drzwiach jakiegoś sklepiku z pseudoartystycznymi wypocinami i nieotwartego tak na oko od jakichś pięciu lat minimum. Cieplice umierają...
Tu witał mój rodzic prowadząc mnie od święta na spacery do cieplickiego parku. Swego czasu była tu pijalnia piwa co się zowie. Taka typowa peerelówka z panią Zosią za ladą ze szmatą przewieszoną przez ramię. Co się tam piany z browaru opijałem, to moje. Staruszek wypijał piwko lub dwa i lazł dalej. Knajpy nie ma, ludzi nie ma, życia nie ma - wszystko zdycha.
Cieplice są brzydkie. Miejscami jednak bywają ładne. To, co jest ładne, zazwyczaj też jest stare. I niszczeje w zastraszającym tempie. Nikt już tego raczej nie uratuje. Proszę, sprzedajcie to miasto Niemcom, oni to uratują i będą cali szczęśliwi!
Cieplicki kot niszczy mnie spojrzeniem.