Da Majek ścigany przez bezuszną żyrafę. Bokiem babcia Wula. Ulice w Poznaniu jak zwykle brudne.
Lubię te wąskie uliczki w Poznaniu. Szkoda, że tak ich mało :/
Bezimienny mur, bezimienne drzwi i odciśnięty nad nimi ślad piłki. IMO - fenomenalna sprawa :)
Poznański ratusz. Bryłę ma ten budynek niby solidną ale jakimś cudem nie ulega ona "klockowatości", czego nie idzie powiedzieć o postawionej obok socjalistycznej budowli, w której siedzi teraz muzeum i Arsenał. Zburzyć to w cholerę!
Fontanna jakaśtam. Fajna.
Ratusz po raz kolejny.
Doropha dokonuje transakcji swojego życia - kupuje balonika za - uwaga - 15 PLN!!! Jeeezu, jak można tak dać się kiwać? Mówi się babie "Powaliło cię kobieto? W kiosku na rogu to samo jest za 4 złocisze. Dam 5 za fatygę w noszeniu". No i się targujemy. Dochodzimy do 7-8 złotych i wszyscy są zadowoleni. Eeeech Doropha, ty lepiej nie kupuj na wschodnich bazarach bo cię zjedzą żywcem :)
Babcia Wula und da Majek męczą fruwającą papugę.
Papuga w pełnej swej okazałości.
Kamieniczka na poznańskim Starym Rynku. Niebrzydkie.
Straganik z niczym. To nic jest drogie jak jasna cholera.
Straganiki, pierdółki, cyganeria... Stolica Wielkopolski, taka jej mać!
Majusia ze swoją papugą. Nie rozstają się ani na krok. Ba! Cholerna papuga śledzi ją cały czas :)
Przeglądamy co tam w straganikach dają. Nic nie dają. Majka nieszczęśliwa głęboko, chciała mieć wszystko, co błyszczało, świeciło i się iskrzyło. Nie kupiliśmy. Zbieramy na MacBooka :). BTW - zadowolony jestem z tej fotki.
Kręć się wiatraczku, kręć!
W drodze...
Niejaki chaos panuje w tej wycieczce - to ma być niby grupa zorganizowana? :)
Babcia Wula coś namiętnie klaruje Dorophie gapiąc się na papugę. Chyba kombinują jak to działa, że toto lata tak bez śmigiełka...
Majka udaje, że idzie po Wiedzę i Książki. Najzabawniejsze, że w końcu jednak tam trafiła. Wyniosła kolejną część przygód żółwia Franklina. Ot wie, co dobre.
Babcia męczy Majulę.
Fontanienka nasza poznańska. Fajnie, że te fontanny poustawiali na rynku. W lecie jest gdzie przez moment wytchnąć.
Się leje woda!
Jakiś dysonans na tej fotce widzę - pomnik gapi się w jedną stronę, papuga i Majka w drugą... Cholerne gapie :)
Fontanna w pełnej swej okazałości.
O cholera, ale niebo fajnie na tej focie wyszło... A tak poza tym to takie pomniczki też mamy w Poznaniu.
Babcia Wula i da Majek - obsiadają pomniki jak gołębie :)
Się nam dziecko poczochrało... Cholera, duży ten balonik.
Majusia. Jak z obrazka.
Wyszła mi ta foteczka... To był moment - śmigajacy na hulajnodze koleś i Majka spotykający się wzrokiem. Fajna foteczka.
Da Majek męczy de sznurek :)
Fajowy performansik :)
Co za faktura... Cholera, podoba mi się Poznań miejscami, serio!
Wycieczka nieco nam się rozciągnęła - oto rozpoczyna się podejście pod tzw. "górę" Przemysława. Ta góra to tak specjalnie w cudzysłowiu. Jeśli Poznaniacy uważają to za górę, to ja wolę nie myśleć jak nazwaliby Śnieżkę na ten przykład :)
"Góra" w całej swej okazałości.
Banda gówniarzy, których rodzicom się nie chce. Głównie nie chce im się wychowywać swoich dzieciaków. Efekt - siedzą tu, piją, palą i są z tego bardzo dumni. Boże, chroń ten kraj skoro tak wygląda jego przyszłość...
Fajowa uliczka z "góry" kajsik w kierunku placu jakiegośtam. Mieszkam tu tyle lat a nie znam praktycznie tego miasta. Czas braki nadrobić cholera....
Babcia wspina się na "górę".
Na szczycie "góry" stoi "zamek". Poznań to chyba w całości same cudzysłowy...
Chwila wytchnienia po wejściu na tę straszną "górę" :)
U Franciszkanów. Do środka nie właziliśmy. Nie wszystko na raz...
Zejście z "góry". Nabieramy niesamowitej prędkości na tym "spadku" :)
Cholera, Poznań JEST miejscami ładny!
Franciszkanie d drugiej strony. Kto im ten kolor wymyślił???
A to już budynek Muzeum i jakieś pokręcone graffiti :). Tak kochani, na to idą nasze podatki. I okej, niech idą - fajnie to wygląda.
Doropha und Majek marzą o małym, słodkim samochodziku.
Rozchełstana Doropha w jakimś tęsknym wypadzie nóżki w przód. Nawet Majka dziwi się, że tak można nóżkę w przód wypadnąć :)
A babcia Wula ciągle coś tłumaczy. Że też ma do tego zdrowie :)
Karnie na przejściu dla pieszych stoimy. Trzeba dziecku dobry przykład dawać, si?
Plac Wolności i rzut okiem na budynek Muzem.
Idziemy sobie placem Wolności. Mam jedno pytanie do włodarzy tego miasta: KTO ZABRAŁ WSZYSTKIE ŁAWKI SUKINSYNY???
Skoro jesteśmy na placu Wolności, to musimy zahaczyć o grecką tawernę Mykonos! A tam kawa frappe i lodziki. Majka demoluje swojego loda.
Właściciel tawerny Mykonos - Theo. Prawdziwy grekus, któremu średnio idzie gadanie po naszemu. Muszę tam zacząć częściej wpadać i popracować nad swoim greckim, który zdechł przez to ciągłe siedzenie w Polsce.
Po wyjściu z knajpy - FAJA! Ufff... dobrze, że mam to już za sobą i mogę Dorophie mówić, że śmierdzi :)
Majusia podziwia fontannę. Tym razem w drodze powrotnej.
A patrzymy się z bliska, co tam dają w tej fontannie. Majkowa wstążka siedzi w oku mojem. Trudno, papa CoSTa wszystko zniesie dla swojej córeczki :)
I znów fontanna w pełni. Fotka fajnie wyszła.
Ale lubię tę fotografię! Majusia zerka ciekawie co tam cholera w tej fontannie może być... Stoi toto na paluchach, ledwie przez ten kamienny parapet okiem rzucać może i aż drepcze z niecierpliwości, by się dowiedzieć co tam siedzi. Ciekawska cholera :)
Majka zza papugi wygląda. Już mocno zmęczone i padnięte mamy dziecko...
Powrót do domu. majka po drodze zdechła i musieliśmy toto wnosić do wyra. Tu leży zaraz po wniesieniu, z balonem jeszcze do łapy przyczepionym i majtającym się na sznurku :)